Blog > Komentarze do wpisu

1 funt i 76 pensów

Za mną kolejna dwudniówka pod znakiem walki z silnikiem. W zeszłym tygodniu zatrzymał nas brak ściągacza koła zamachowego. W tygodniu zmówiłem taki na ebay'u i w niedzielę pojechaliśmy zwarci i gotowi do zakończenia przygody. Pojechaliśmy i po pół godzinie mogliśmy wracać. Okazało się, że są dwa rodzaje śrub: zwykłe i z gęstszym gwintem. Te pierwsze są ogólnego zastosowania i co za tym idzie - tanie. Te drugie są stosowane w konstrukcji wszelkiego rodzaju maszyn a przede wszystkim silników. Są drogie i ciężko je dostać. A właśnie dwie takie śruby były niezbędne, żeby przykręcić ściągacz do koła zamachowego.  Ponieważ to była niedziela - wszystko było pozamykane. Pojeździliśmy po znajomych miejscach bez nadziei na kupienie tych przeklętych śrub. Bardziej chodziło o to, żeby się dowiedzieć gdzie pojechać następnego dnia. I okazuje się, że w całym Portsmouth jest jeden sklep, o którym wszyscy pytani natychmiast wspominali. Prowadzony przez dwóch starszych panów jest miejscem, do którego skierował mnie Tomek (Hipopotamowy), kiedy go zapytałem gdzie mogę znaleźć śruby z nierdzewki do przymocowania okucia dziobowego. Wracając do domu przyszło mi go głowy, że rano, jak będziemy jechać do mariny możemy najpierw wpaść na Barkę. Z dużej litery bo to jest specjalna barka, coś pomiędzy pchlim targiem i złmowiskiem.

I tak też w poniedziałek zrobliśmy. Krzysiek po pół godzinie grzebania w skrzynkach znalazł trzy pasujące śruby. Słownie - TRZY!!! Kiedy ściągnęliśmy koło zamachowe okazało się, że to nie zimering. Pękł stalowy przewód doprowadzający olej do tej części silnika. I okazało się, że znowu mamy polkę. Bo przewód jest tak stary jak silnik i problem jest taki, że nigdzie nie można już takich kupić. Krzysiek powiedział, żeby poszukać miejsca gdzie dorabiają przewody hamulcowe. Ich konstrukcja jest generalnie taka sama jak ciśnieniowych przewodów olejowych. A ponieważ niewiele miejsc jest w stanie coś takiego zrobić znaleźliśmy zakład bardzo szybko. I tu zaczęły się schody, bo sprzedawca w warsztacie powiedział, że przewody i owszem ma, ale takich jak nasze końcówek to już nikt nie robi i on nie ma pojęcia skąd je wziąść. I tu się zdarzył cud. Bo sprzedawca ten, a wspomnieć trzeba, że było to stuprocentowy syn Albionu, stwierdził, że ma pomysł jak te końcówki zastąpić. Co w tym takiego cudownego, zapytacie? Ano to, że Anglicy odumieli się kombinowania. Kombinowania w tym dobrym rozumieniu. Oni po prosu idą do sklepu i kupują konieczną część zamienną. A jak części nie ma to kupują nowe, inne urządzenie. Takie do którego części są. W związku z tym człowiek, który umie coś wymyślić, dorobić, dosztukować itd jest wielką rzadkością. A my właśnie mieliśmy szczęście spotkać takie wykopalisko. I po pięciu minutach wyszedłem ze sklepu z nowym przewodem. A teraz będzie najlepsze. Przyzwyczaiłem się, że w Anglii każdy fachman ceni się tak, jakby był ostatnim przedstawicielem swego zawodu żyjącym na świecie. Najlepszy przykład jest z naprawą zepsutego radia w zeszłym roku. Poszedłem z tym radiem do Scota (prowadzi mały sklepik i warsztat na terenie mariny) i poprosiłem o namiar na jakiegoś elektronika, który naprawia radia. A on mi na to - kup nowe. Zrobiłem oczy jak spodki więc mnie wyedukował. Mówi tak: mam jednego speca ale facet liczy sobie 30 funtów za godzinę pracy. Rozłożenie i złożenie radia po naprawie - godzina, znalezienie usterki i wymiana uszkodzonej części - kolejna godzina. Czyli już mamy 60 dych. Do tego ze dwie dychy za nową część i już jest osiemdziesiąt funtów. A ile kosztuje to radio nowe, zapytał? Osiemdziesiąt dziewięć funtów - ja na to. No widzisz, kup nowe. Koniec lekcji.

Pamiętając o tym spodziewałem się, że zapłacę za ten przewód jak za świeże bułki. Bo przecież mój spec użył wiedzy, pracy rąk własnych, do tego specjalistycznych maszyn (na pewno użył prasy). Zajęło mu to dobry kwadrans. Do tego koszty materiału - słowem, spodziewałem się zapłacić ze trzydzieści funtów. Zresztą taką cenę powiedział Krzysiek, kiedy po wyjściu ze sklepu zapytałem go ile to, jego zdaniem, kosztowało. A ja usłyszałem "1.76, please". Jak już pozbierałem szczękę z podłogi to powiedziałem mu, że za taką cenę, to ja będę raz w tygodniu przyjeżdżał po jedną taką rurkę. Tak długo jak będę mieszkał w Anglii. Nie uwierzył (i miał rację) ale miło się zrobiło. 

Pojechaliśmy na jacht i w ciągu pół godziny przewód był zamontowany, a cały silnik złożony do kupy. Problem jest taki, że nie wiadomo czy to będzie działać. Nie ma go jak odpalić, bo nie ma go do czego przymontować. W warunkach warsztatowych przykręciło by się go do warsztatu, podłączyło tymczasowo paliwo i całą resztę i odpaliło na pół godziny. A tu nowych stopek jeszcze nie ma (stare nie nadają się nawet na złom) a do tego pompa wody dopiero będzie lecieć do Polski na regenerację. Nigdzie nie mogę takiej dostać i zacząłem już myśleć czym by ją tu zastąpić. Problem jest taki, że nowy zamiennik mojej pompy kosztuje 200 funtów. Ale tu okazało się, że czasami nawet ja mam szczęście. Zapytałem na forum czy któś nie ma pomysłu jak wybrnąć z kłopotu i jeden z forumowiczów zaoferował się, że mi ją naprawi. Za darmo. Są jeszcze ludzie na tym świecie. Dzięki ~atlantyk. W związku z tym odpalenie silnika musi trochę poczekać. Na razie muszę zamontować nowe stopki pod silnik i chyba zacznę bawić się w końcu z elektryką.

A, i jeszcze jedno. Komplet nowych materacy wraz z poszewkami kosztuje tak nieprawdopodobne pieniądze, że Marzena dostanie niedługo w prezencie maszynę do szycia. Pewnie się ucieszy. Ja bym się ucieszył, a wy nie? 

wtorek, 09 lutego 2010, leo828

Polecane wpisy

  • nowy post

    Raz na wozie, raz... Tak w kwestii przypomnienia: Pisałem tutaj blog przez dwa, lata ale ze względu na coraz większe problemy z edycją, przeniosłem się do innej

  • nowy post

    I stał się cud...

  • nowy post

    ...i po Biskajach

Komentarze
Gość: B., 201.225.58.*
2010/02/10 08:43:11
Taaaak.... skad ja to znam, tez przedstawiono mi maszyne do szycia.
i czekaja na mnie, wprawdzie nie materace...a pokrowce na zagle...
-
Gość: marzena, *.demon.co.uk
2010/02/10 12:22:40
Prawde piszac bardziej spodobal mi sie inny prezent, ktory dostalam od mojego kapitana. Jest nim bilet lotniczy do Portugalii :). Mysle, ze uda nam sie przekonac naszych kapitanow, ze szycie nie jest przypisane tylko kobietom ;). Przyklad ponizej ;). Na zdjeciu kapitan Hipopotama :)
1.bp.blogspot.com/_yloeMzga7SQ/Sz4mDl9ulRI/AAAAAAAABhE/XIIPWJjkcR8/s1600-h/owiewka.jpg
-
Gość: B, 201.225.58.*
2010/02/10 20:20:20
Zupelnie niezle wyglada facet przy maszynie do szycia:-)
Bilet do Portugalii, fajna sprawa:-) Moj kapitan tez potrafi dawac lepsze prezenty... np. kurs nurkowania, nowy aparat fotograficzny (ktorym jeszcze sie nie umiem poslugiwac)
Ale ostatnio np, na pare dni przed wylotem do Polski, kiedy ja mam wazniejsze sprawy jak np. zakupy, sprzatniecie i przygotowanie lodki ( podczas naszej nieobecnosci przyleci grupa nurkow z Polski) moj kapitan wymyslil sobie ze musze natychmiast uszyc pokrowiec na kompresor, a wlasciwie to na stainless steel kontener od kompresora.
Na nic sie zdalo tlumaczenie ze byl bez pokrowca dotad, to pobedzie jeszcze i miesiac.
Codzien rano slyszalam spiewke o pokrowcu... w koncu mialam dosc (maruda), posiedzialam pol nocy i uszylam:-)
Free Web Counter