Blog > Komentarze do wpisu

Gibraltar cz.II


Ca쿮 popo퀅dnie spdzi쿮m na jachcie. Czekali턬y na przyjazd Zbyszka. Z lekkim rozbawieniem, pomieszanym z niepokojem s퀅cha쿮m Wojtka (jednego z Latawcw :)), ktry przez ca퀉 czas gada o tym, 풽 wychodzimy z portu na noc, bo przyjechali턬y tu p퀉wa a nie sta w porcie, 풽 tak w ogle, to ju powinni턬y by od wczoraj w morzu i takie tam. Pod턬iewywa쿮m si z niego przez ca퀉 czas, a w kocu nie wytrzyma쿮m i powiedzia쿮m, 풽by tak si nie 턯ieszy, bo za 24 godziny tak bdzie rzyga, 풽 przypomni sobie co jad na obiad ostatniej Wielkanocy. Pogoda by쿪 naprawd nieciekawa a wcze턭iej powiedzia, 풽 nigdy nie by na 풹dnym jachcie, wic zak쿪da쿮m, 풽 pochoruje si jeszcze w zatoce. O siebie by쿮m raczej spokojny. Wiedzia쿮m, 풽 si pochoruj bo w tym roku prawie w ogle nie p퀉wa쿮m, ale nie zak쿪da쿮m ci轅kiego "pawiowania". Zawsze wykazywa쿮m du엽 odporno뜻 na chorob morsk. Czas mia pokaza jak bardzo si myli쿮m.

Zbyszek przyjecha p撰nym popo퀅dniem, Krzysiek skiper przyszed z domu (mieszka na Gibraltarze) wic ca낢 za쿽g siedli턬y i zaczli턬y planowa gdzie p퀉niemy. Latawce chcia퀉 p퀉n길 do Kadyksu. Kiedy us퀉szeli kategoryczny sprzeciw skipera (prognozy mwi퀉 o o턬iostopniowym sztormie na Atlantyku przez nastpne trzy dni) stwierdzili, 풽 w takim razie p퀉niemy do Malagi. A do tego wymy턫ili, 풽 jak wyjdziemy natychmiast to do Malagi dojdziemy na wieczr nastpnego dnia. Nie턬ia쿽 b켴n교em tylko, 풽 ca낢 drog bdziemy mieli wiatr i fal w twarz wic nie do뜻, 풽 bdzie trzs쿽 i to bardzo, to t teoretyczn prdko뜻 przelotow trzeba podzieli przez ... cholera wie przez ile, ale raczej przez du퓇. Zaproponowa쿮m, 풽by턬y przespali noc w spokoju tu, gdzie jeste턬y a jutro rano przeskoczyli przez Cie턭in do Ceuty. Dziki temu bdziemy mieli lekk zapraw i pierwsze dni nie up퀉n pod znakiem "pawia". Zbyszek mnie popar, a poniewa skiper nie mia zdania to zapanowa impas. Przynajmniej tak mi si wydawa쿽. Stan怨o na tym, 풽 Krzysiek skiper poszed do domu po swoje ciuchy, Zbyszek poszed na miasto a ja spa, bo by쿮m pierosko wykoczony.

Obudzi쿽 mnie ko퀉sanie i ruch na pok쿪dzie. A poniewa dosta쿪 mi si koja w dziobwce, to zanim si z niej wygrzeba쿮m, i zanim za쿽퓓쿮m wszystkie warstwy ciuchw, to 퓇낢dek mia쿮m w gardle. Po wyj턢iu do kokpitu dowiedzia쿮m si, 풽 Wojtek tak d퀅go marudzi, 풽 chce w kocu na morze, 풽 skiper dla 턻itego spokoju zgodzi si. Popatrzy쿮m na morze, pomy턫a쿮m o prognozach, ktre na noc zapowiada퀉 5-6B i z rezygnacj pomy턫a쿮m o tym, 풽 bardzo nie lubi smaku pawia w ustach. Sprzeciw nie mia sensu, w kocu byli턬y ju w morzu. Jedyn pociech by쿪 jadowita my턫, 풽 zanim ta noc dobiegnie koce to nasze narwane misie przekonaj si jak smakuje 풽glarstwo. Uprzedzaj켧 fakty powiem, 풽 턻iat nie jest sprawiedliwy. A nawet powiem wicej - jest bardzo niesprawiedliwy. Rzyga쿮m jak kot. Razem ze mn Krzysiek Latawiec. Trzeba przyzna, 풽 robi to "z przytupem". D펧iki jakie przy tym wydawa sprawia퀉, 풽 naprawd by쿽 mi go szkoda. Zbyszek dosy du퓇 w tym roku pop퀉wa, wic skoczy쿽 si na jednym, ma퀉m pawiku. Krzysiek skiper, pewnie dla kurtuazji, chwilk pomarudzi, 풽 go muli. Za to ten byk krasy Wojtek - nic!!!! 즣buz jeden nigdy w 퓓ciu nie siedzia na jachcie, nigdy nie by na morzu i nic!!! A do tego przez ca퀉 rejs gotowa, a ka풼y, kto cho raz by ma morzu wie, 풽 gotowanie jest najbardziej pawiopdne. Ale zem턢i쿮m si. Kiedy schodzi쿮m z wachty, to by쿮m tak wykoczony, 풽 tak jak sta쿮m - waln교em si na kanapk w mesie. Nie mia쿮m zamiaru nawet prbowa wej뜻 do swojej koi w dziobwce. Wiedzia쿮m, 풽 zanim si tam wgramol - bd pdem wraca do kokpitu nios켧 pawia w zbach. Wspomniana kanapka by쿪 koj Wojtka. Napisa쿮m "tak, jak sta쿮m" czyli w sztormiaku gumowcach itd. Nawet szelek nie 턢i켫n교em. Nie mia쿮m si퀉 풽by si rozebra. A musz wspomnie, 풽 przez ca쿮 cztery godziny wachty la쿽 jak z cebra, tak wic ca퀉 ocieka쿮m wod. Rano, Wojtek powiedzia, 풽 jak si k쿪d spa, to nawet nie poczu. Dopiero p撰niej, jak si obudzi, okaza쿽 si, 풽 턯i w ca쿸owicie mokrej koi. Wypomina mi to przez reszt rejsu. Zemsta, cho niezamierzona, by쿪 s쿽dka.

Wojteczku drogi, jak to czytasz - JA NAPRAWD NIE CHCIA쥶M !!!!

Mczy쿽 mnie przez ca낢 noc i p車 dnia. Okaza쿽 si, 풽 w tym przypadku i na tym rejsie, lekarstwem by쿽 zagryzienie pawia kromk suchego chleba z pomidorem i popicie wszystkiego chisk zupk. Trzeba przyzna, 풽 zupki to by pomys Wojtka.

Po nocnym bujaniu wiatr zdech w po쿽wie dnia. Okaza쿽 si, 풽 szans na doj턢ie w jakim rozs켨nym czasie do Malagi, czy nawet Marbelli nie ma 풹dnych. Zdecydowali턬y, 풽 wchodzimy na noc do Estepony. Trzeba zje뜻 porz켨ny obiad, umy si - jednym s쿽wem doj뜻 do siebie.

Cdn...

poniedzia쿮k, 27 grudnia 2010, leo828

Polecane wpisy

  • nowy post

    Raz na wozie, raz... Tak w kwestii przypomnienia: Pisa쿮m tutaj blog przez dwa, lata ale ze wzgldu na coraz wiksze problemy z edycj, przenios쿮m si do innej

  • nowy post

    I sta si cud...

  • nowy post

    ...i po Biskajach

Free Web Counter