Blog > Komentarze do wpisu

Gibraltar cz.IV


Kiedy wychodzili턬y z Estepony by쿽 w okolicach po퀅dnia. Wia쿽 "lekutko" wic zak쿪dali턬y, 풽쟴e 15 mil do Marbelli쟺robimy w쟩akie trzy godziny. Tiaa... Do mariny w Marbelli przybili턬y o dziesi켾ej wieczorem. Wiatr absolutnie zdech. Martwa fala i "jedzeniowstrt" cz沅ci za쿽gi spowodowa퀉, 풽 na zrobienie obiadu czekali턬y do wej턢ia do portu. Jak tylko rzucili턬y cumy, Wojtek zabra si za gotowanie a Krzysiek Latawiec poszed szuka jakiego biura, 풽by nas zameldowa. Okaza쿽 si, 풽 pomost zamknity jest na g퀅cho. Po jakim czasie uda쿽 si nam dodzwoni przez domofon do jakiego텭misia, ktry powiedzia, 풽 bdzie u nas za dwie minuty. Jak powiedzia - tak si sta쿽, z tym 풽 zamiast nas zameldowa... kaza nam spada. Powiedzia, 풽 to prywatna marina,쟷 ktrej s jachty tylko i wy낢cznie rezydentw, i nie przyjmuj go턢i. Powiedzia, 풽by턬y pop퀉nli do mariny obok, jakie dwie mile na wschd. Poniewa mieli턬y obiad prawie gotowy powiedzieli턬y, 풽 za 15 minut nas nie bdzie. A ten pacan wrci po piciu i zagrozi nam쟷ezwaniem policji, je턫i zaraz nie odbijemy.쟙 odpowiedzi us퀉sza, 풽 jak zjemy to pop퀉niemy.잺hyba uzna, 풽 nie ma co zaczyna awantury o10 minut, bo wydawa si usatysfakcjonowany. Krzysiek Skiper stwierdzi, 풽쟮ajprawdopodobniej jest tak, 풽 nie chodzi o brak miejsc쟡la go턢i w marinie tylko o to, 풽 pacanowi nie chce si pracowa.쟕ak jakby wpisanie paru linijek do ksi굻ki by쿽 ci轅k콬prac. Jako miejscowemu wypada쿽 mu wierzy.쟕ym bardziej, 풽쟺 podobnymi wymwkami spotkali턬y si jeszcze p撰niej. 칎by daleko nie szuka, to kiedy przybili턬y do tej drugiej mariny, recepcjonistka zaproponowa쿪, 풽by턬y zostali przy kei recepcyjnej. Kiedy us퀉sza쿪, 풽 ma nas postawi przy kei z p켨em, wod i wyda쟪art do toalet (czyli wykona swoj prac),쟴o powiedzia쿪, 풽 ona za dwadzie턢ia minut koczy (sic!), a tak w ogle to nic nie wie, bo jest tu nowa. Rejestrowanie쟮as zaj怨o jej쟰rzynajmniej p車 godziny, bo z ka풼ym problemem (czytaj - w ktr rubryczk wpisa nazw jachtu itp.) dzwoni쿪 do kogo m켨rzejszego.젽eby dope쿻i obrazu, dopisz tylko, 풽 przez ca퀉 ten czas si켺i wredny deszczyk i zrobi쿽 si zimno. Po skoczonej operacji (pacjent prze퓓, lekarz te) poszli턬y na krtki spacer, 풽by znale쇗 odrobin miejscowego folkloru. W locji napisane by쿽, 풽 marina w ktrej stoimy by쿪 kiedy rybackim portem, a Marbella - du퓓m rybackim o턳odkiem. Id켧 ulicami miasta nie mog쿮m pozby si my턫i, 풽 du풽 pieni켨ze z ktrymi przyjechali tu Niemcy i Anglicy, w po낢czeniu z g퀅pot urzdnikw, zrobi퀉 ogromn krzywd ca쿮mu regionowi. G농wna ulica, biegn켧a wzd퀅 wybrze풹, nie r璨ni쿪 si niczym od ulic w centrum Londynu czy Warszawy. Taki sam klimat, takie same budynki. I wszystko nie starsze ni 20-30 lat. Zaorali ca쿮 wieki tradycji, 풽by wybudowa "chiski mur" apartamentowcw. Zastanawia쿮m si jaki jest sens kupowania apartamentu w jednym z tych budynkw. Jaki londyski "japiszon", zamienia na dwa dni weekendu swoje londyskie mieszkanie na identyczne, tylko z widokiem na Morze 쫞dziemne. Po co si t퀅c samolotem taki kawa drogi. Lepiej, w tym londyskim mieszkaniu, zamiast okna zamontowa plazm. Jest tyle kana농w podr璨niczo-przyrodniczych, nie? A wracaj켧 do rybackiej przesz쿽턢i portu to osta쿪 si jedna, malutka uliczka zaraz za marin. I jak zobaczy쿮m kafelki, jakimi wykoczone by퀉 domki, to jeszcze bardziej po풹쿽wa쿮m straconej przesz쿽턢i. Szkoda, 풽 nie wzi교em aparatu - by쿽 co podziwia.

Nastpnego dnia rano okaza쿽 si, 풽 mamy pikne s쿽neczko. Po wyj턢iu w morze (tym razem bez przygd z w쿽chatymi Niemcami) okaza쿽 si, 풽 nic nie wieje, i zaplanowany przeskok do Ceuty zajmie nam niez퀉 kawa쿮k czasu. I tak, w rzeczy samej, by쿽. Do Ceuty weszli턬y nastpnego dnia w okolicach po퀅dnia. I nie by쿽by o czym pisa, bo przelot by nudny, gdyby nie dwie rzeczy: delfiny i kapitaska "kompi車ka". O delfinach bdzie osobny post - zas퀅guj na to. A kapitaska "kompi車ka"... C璨,
za ka풼ym razem kiedy wychodzi쿽 s쿽neczko, nasz kapitacio wyra풹 ch唯 za퓓cia k켺ieli na 턳odku 쫞dziemnego. Wprawdzie do 턳odka 쫞dziemnego by쿽 kawa drogi, ale nie b켨펛y drobiazgowi. Do tej pory nikt, nawet przez chwil, nie bra powa퓆ie pod uwag, wzicia udzia퀅 w tak chorym pomy턫e. Musz przypomnie, 풽 wszyscy, z wyj켾kiem kapitacia, przyjechali턬y z mro펝ej, p車nocnej Europy. Sama my턫 o wej턢iu do morza w grudniu powodowa쿪 hipotermi. Nie mog켧 nas wzi길 po dobroci, kapitacio wzi교 nas podstpem. Swoj drog - po co mu by쿽 potrzebne towarzystwo?! Gdzie w po쿽wie dnia podgl켨am ukradkiem co robi nasz skiper, a on siedzi sobie po cichutku na rufie i mota kawa쿮k juzingu (dla niewtajemniczonych - sznurka) do jakiej deszczu쿸i. Przysz쿽 mi do g쿽wy, 풽 pewnie co do 농dki szykuje. Ale nie, zamota i wyrzuci za burt. My턫 sobie: "Co jest, ryby na kawa쿮k deski 쿪pie?! Wojtkowy obiad mu zaszkodzi, czy co?!" Ale nic - dalej siedz cicho i podgl켨am. Po jakim czasie wyci켫a z wody ten kawa쿮k deszczu쿸i, podnosi go do oczu i z satysfakcj mwi: "dziewitna턢ie stopni". Ja patrz... a ten kawa쿮k deszczu쿸i to zwyk퀉 domowy termometr. Taki, jaki wisi za oknem w wikszo턢i domw na 턻iecie. Jak on powiedzia te "dziewitna턢ie stopni", to nagle zda쿮m sobie spraw, 풽 wprawdzie to jest grudzie, ale na pewno nie jest to zima. "No dobra - pomy턫a쿮m sobie - nie czsto mam w grudniu okazj pop퀉wa w morzu, co mi tam". Wprawdzie, jak ju wyszed쿮m w samych k켺ielwkach (wzi교em, a co!!!) na pok쿪d, to przysz쿽 mi do g쿽wy, 풽 mo풽 jednak trzeba by쿽 si nie wyg퀅pia, bo to lato w grudniu jest jednak troch... zimowe. Ale dobi mnie kapitacio. Ten 쿽buz wyszed spod pok쿪du przebrany... w piank!!! Poczu쿮m si, delikatnie mwi켧, nabity w butelk. Ale co mia쿮m zrobi? Powiedzia쿽 si "a" to trzeba by쿽 powiedzie... "Kurwaaaa...aaale zimna ta woda!!!!"

Do listy "Rzeczy do zrobienia na jachcie" Krzysiek powinien dopisa pozycj: "Kupi termometr. Dok쿪dny!!!". Cho, koniec kocw, nie by쿽 tak 펚e. A nawet - by쿽 ca쿸iem nie펚e. Tak nie펚e, 풽 po chwili reszta za쿽gi do낢czy쿪 do nas.

Cdn...
poniedzia쿮k, 24 stycznia 2011, leo828

Polecane wpisy

  • nowy post

    Raz na wozie, raz... Tak w kwestii przypomnienia: Pisa쿮m tutaj blog przez dwa, lata ale ze wzgldu na coraz wiksze problemy z edycj, przenios쿮m si do innej

  • nowy post

    I sta si cud...

  • nowy post

    ...i po Biskajach

Free Web Counter