Blog > Komentarze do wpisu

W koło Macieju. Do kwadratu.


Odłożyłem telefon, odwróciłem się do Marzeny i powiedziałem: "Właśnie kupiliśmy jacht". Popatrzyła na mnie z przerażeniem na twarzy i wyszeptała: "Matko jedyna, znowu?!!" Oczywiście żartowała, cały dzień mnie popędzała, żebym wykonał ten telefon :))

Ale po kolei. O pomyśle przeprowadzki na jacht pisałem wcześniej. Ale nie wspomniałem o tym, że pomysł nabrał kolorów ponieważ na rynku
pokazało się parę jachtów w naprawdę dobrych cenach. Jeden z nich wyglądał obiecująco: rocznik 1980, długości - 8.7 m, wysokość stania w środku. Jest to jacht typu Mirage 28. Na przełomie lat '70 i '80 jachty tego typu były bardzo popularne w firmach czarterowych operujących w ciepłych rejonach. Polskim odpowiednikiem był Conrad 28 czyli francuski Doufur 2800 budowany na licencji w stoczni im. Conrada. A ten ostatni od zawsze mi się podobał. Pewnie dlatego zwróciłem uwagę na tego Mirage'a. Jachty tego typu to nie są "charty oceanów". Dosyć pękate, z wysoką wolną burtą i stosunkowo niewielkim zanurzeniem. Co nie znaczy, że są "krowiaste". Opinia o Miragach jest taka, że są zaskakująco sprawne w żegludze na wiatr. Choć to nie ma szczególnego znaczenia. Na Grenlandię raczej nim nie popłyniemy. Za to do włóczęgi po ciepłych rejonach - jest niemalże idealny. Myślę oczywiście o pływaniu we dwoje. Bo więcej osób na takiej łódce w dłuższym pływaniu to byłby naprawdę hardcore.

Problem z tą łódką jest taki, że obecny właściciel - David - chciał jej zrobić kompletny remont. A właściwie - gruntownie ją odnowić, bo żadnych konstrukcyjnych napraw nie wymaga. Przez 25 lat pływania zużyła się trochę i potrzebowała "faceliftingu". W związku z tym David rozłożył ją kompletnie. Ma zdjęty maszt, wyciągnięty silnik, zdemontowane wszystkie ruchome części drewniane. W międzyczasie okazało się, że David zmienił pracę i jacht będzie musiał poczekać na lepsze czasy. I czeka tak już od pięciu lat, na farmie niedaleko Torquey. Przez ten czas David doszedł do wniosku, że nie da rady ani dokończyć jachtu, ani potem na nim żeglować - więc czas go chyba sprzedać. Wrzucił go na strony giełdowe ponad rok temu i już wtedy zwróciłem na niego uwagę. Ale cena była za wysoka, a poza tym mieliśmy przecież jacht, więc nie było sensu kupować drugiego. Hmm... a teraz jest?! :))) W każdym razie ostatnio pojawił się znowu z ceną, która była o wiele rozsądniejsza. Pojechaliśmy w niedzielę, żeby go zobaczyć. Okazało się, że był dokładnie w takim stanie w jakim się go spodziewałem. Opisy Davida były naprawdę dokładne. Po obejrzeniu jachtu udało mi się urwać jeszcze 20% ceny i ustaliliśmy, że ostateczną decyzję podejmiemy dzisiaj wieczorem. Musieliśmy się jeszcze z pomysłem przespać. A przed chwilą zadzwoniłem do Davida i powiedziałem, że jesteśmy na tak. Postawiliśmy tylko warunek, że teraz wpłacamy zaliczkę a resztę wyrównamy po pierwszym marca. David się godził... i już. Mamy jacht. Kolejny. "...matko jedyna, znowu?!"

Lista "do zrobienia":

  • Pospawać przyczepę. A, nie wspomniałem, że jacht stoi na przyczepie więc odpadają koszty drogiego transportu. A byłaby to kupa kasy.
  • Pomalować część podwodną farbą antyosmozową i antyporostową. Czyli to co na jesieni zrobiliśmy na Saoirse. I znowu - jacht jest oszlifowany do samego żelkotu, więc odpadają koszty piaskowania.
  • Wyczyścić kadłub i pokład. Poza kilkoma pajączkami i zarysowaniami jacht nie wymaga żadnych napraw od zewnątrz. Jedyne co trzeba zrobić to dobrze go wyszorować.
  • Wyszlifować i polakierować wszystkie drewniane części w środku. Do wymiany jest tak naprawdę niewiele. A może się nawet okazać, że nic. To zależy jak wszystko będzie wyglądało po odnowieniu.
  • Trzeba dociąć parę nowych półek, wstawić ściankę w komorze silnika itp. Czyli nic nowego - wszystko to robiliśmy niedawno na Saoirse.
  • Położyć nową instalację elektryczną. I znowu - niedawno robiłem to na Saoirse.
  • Wykonać nową podsufitkę. Starą David wyrzucił.
  • Wykonać nowe materace - starych nie ma.
  • Silnik. Niedawno wstawiałem nasz na Saoirse, więc nie przewiduję kłopotów ze wstawieniem tego. Według słów Davida - działa bez zarzutu. Nie widzieliśmy go - jest u jego brata w garażu. Jest niebezpieczeństwo, że może być do remontu, choć nie mam powodów, żeby nie wierzyć Davidowi . Na plus przemawia, że jest to Yanmar YSE 8, czyli bardzo popularny silnik. Części powinny być tanie. Choć po doświadczeniach z silnikiem na Saoirse raczej nie obawiam się kłopotów. Te stare diesle są nie do zajeżdżenia.
  • Olinowanie stałe - całkowicie do wymiany. Maszt zostaje stary.
  • Żagli nie widzieliśmy - są u brata w garażu :). Podobnież nadają się jeszcze do pływania, ale jak będziemy wypływać w świat (fajnie to brzmi, nie?:)) to i tak trzeba będzie uszyć nowe, więc nie ma kłopotu. Kasy też nie, ale... nie bądźmy drobiazgowi.
  • Jacht nie ma żadnej elektroniki, więc na to też trzeba będzie trochę wydać.
I to właściwie wszystko. Naprawdę nie ma tego wiele. Będzie trochę zabawy ze środkiem i zajmie to najwięcej czasu, ale nie jest to nic, czego już bym wcześniej nie robił. 

Tak naprawdę największym problemem jest to, że kupujemy ten jacht na kredyt. Jeśli jedno z nas straci pracę to będziemy mieć kłopoty. Choć jest takie stare, żydowskie powiedzenie: "Ja bank dał ci pieniądze, to teraz jest to już jego problem, jak ty je oddasz". I tego należy się trzymać. Oczywiście może się okazać, że linia kredytowa jaką mamy, została nam cofnięta, ale w to jakoś nie mogę uwierzyć. W końcu żyjemy w kraju, który kredytem stoi. Leży?

Teraz jeszcze tylko musimy znaleźć pracę w okolicach Portsmouth. Z pracą nie powinno być problemu, gorzej z pensjami. Nie możemy pozwolić sobie, żeby zarabiać mniej niż teraz, a to będzie dość trudne w rejonie, w którym pensje są generalnie niższe niż w Oxfordshire. Dlatego równolegle trzeba będzie zacząć szukać miejsca na nowy jacht w naszej okolicy. Na jacht i przyczepę campingową (campervan), bo już nie zamierzamy płacić nikomu za przywilej posiadania dachu nad głową.

Ciekawe czasy idą. 

Tutaj jest galeria ze zdjęciami innego Mirage'a. Różnica między tym na zdjęciach a naszym jest taka, że nasz ma jedną płetwę balastową.


poniedziałek, 24 stycznia 2011, leo828

Polecane wpisy

  • nowy post

    Raz na wozie, raz... Tak w kwestii przypomnienia: Pisałem tutaj blog przez dwa, lata ale ze względu na coraz większe problemy z edycją, przeniosłem się do innej

  • nowy post

    I stał się cud...

  • nowy post

    ...i po Biskajach

Komentarze
Gość: Jedrek, *.dsl.emhril.sbcglobal.net
2011/01/25 05:01:21
jesli mozesz odkrecic tranzakcje,to zrob to.
uwazam,ze lepiej zrobisz,jak Swoj istniejacy jacht /24'/przez najblizsze miesiace bedziesz zamieszkiwal odkladajac na cos gotowego.Dla mnie za szybko facet sie zgodzil na nizsza cene i jeszcze z 20% upustem.
-
Gość: Zgrzyb, *.centertel.pl
2011/01/26 11:29:29
Leo ! Ważna sprawa to silnik, przed zamknięciem transakcji sprawdź, łącznie z odpaleniem stan silnika. Gdyby nie było to możliwe, to najlepiej zabezpiecz sie finansowo. Niedawno kolega kupił łódkę, gdzie silnik był również w świetnym stanie. Właśnie wymienia silnik. Mam nadzieję ,że będzie wszystko OK. Pozdrawiam i trzymam kciuku z remont.
-
2011/01/26 18:15:57
@Zgrzyb
O silnik się nie boję. Nawet jeśli trzeba będzie zrobić remont, to nie powinien być drogi. Tym bardziej, że mam paru znajomych mechaniorów. A poza tym silnik i tak będę chciał wymienić. 8 koni to trochę za mało.
-
anitaes
2011/01/26 20:25:59
Leo, nie rozumiem fascynacji, bo woda mnie przeraża. Ale podziwiam za pasję i życzę gorąco dobrego życia w nowych okolicznościach. Trzymam kciuki, by wszystko było tak, jak chcecie, by było. Pozdrawiam i podziwiam.
-
Gość: , *.zone12.bethere.co.uk
2011/01/27 09:46:47
www.youtube.com/watch?v=fQccK0F1_iY&feature=fvw
Free Web Counter